Bloog Wirtualna Polska
Są 921 284 bloogi | losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS

Pokój z widokiem na hutę

środa, 18 stycznia 2012 22:47

Józef Sigalin, architekt i urbanista, szef Biura Odbudowy Stolicy, już od fazy projektowania otwarcie sprzeciwiał się idei zbudowania huty na młocińskich gruntach. Jego zdaniem taka lokalizacja miałaby na wiele lat zahamować rozwój Warszawy w kierunku północnym. Patrząc na rozwój Białołęki leżącej po drugiej stronie Wisły, zarzut ten wydaje się w pełni uzasadniony. Ten potężny zakład pracy, choć obudowywany ostatnio nowymi osiedlami ze wszystkich stron, mimo wielu zmian i przeobrażeń, nadal w dużym stopniu hamuje rozwój miasta. Od czasu do czasu pojawiają się w mediach różne rewelacyjne artykuły o całkowitej lub częściowej likwidacji huty i zagospodarowaniu jej terenu, ale są to raczej teksty mające za zadanie wysądować tzw. "opinię publiczną". Huta ma się dobrze, a nowo poczynione inwestycje nie zapowiadają rychłego jej upadku.

 


Fot. Warszawa stolica Polski, (praca zbiorowa), Warszawa, PWN 1980, s. 385

 

Ale czy przeciętnemu mieszkańcowi, nie tylko Wrzeciona, ale i całej Warszawy, huta jest do czegokolwiek potrzebna? Raczej nie. Dawno już minęł czasy, gdy był to największy zakład pracy na terenie stolicy. W hucie pracuje obecnie zaledwie garstka ludzi, znacznaczęść terenów huty jest niewykorzystywana a chwilowy wzrost popytu na stal szlachetną przynosi zysk głównie zagranicznej spółce. A warszawiakom marzą się tereny sportowo-rekreacyjne, aquapark, wypożyczalnie rowerów i nart biegowych (do Kampinoskiego Parku Narodowego dwa kroki), ład przestrzenny, zielone osiedla i miasto przyjazne dla wszystkich.

 

Już w roku 1991 mieszkańcy północnej Warszawy wystosowali protest, opublikowany m. in. na łamach "Gazety Żoliborskiej" (nr 13/1991), domagając się natychmiastowej likwidacji huty. W uzasadnieniu powołano się na masową umieralność mieszkańców na raka, choroby dróg oddechowych, schorzenia dermatologiczne, podwyższoną liczbę zgonów na zawał serca, słabszy stan zdrowia noworodków, wymieranie psów, kotów i śmierć Lasku Bielańskiego, korozję architektury na skutek emisji siarki. Protestujący mieszkańcy proponowali wówczas wybudownie na terenach pohutniczych Centrum Targów Zagranicznych (czyli chyba coś na kształt Jarmarku Europa?) Mimo gróźb wniesienia sprawy do Sądu Najwyższego huta nie przestała działać ani w roku 1991, ani w latach kolejnych.

 

Zakład przeszedł niezbędną modernizację, pozamykano nierentowne działy i zniwelowano do minimum jego negatywny wpływ na środowisko. Co więcej, obecne kierownictwo zakładu dba również o tzw. PR - wspomaga finansowo różne inwestycje na terenie Bielan. Współfinansowało powstanie m. in. Mediateki na Szegedyńskiej 13A. Ale patrząc na historię innych warszawskich zakładów przemysłowych jej dni są policzone. Upadł browar na Grzybowskiej, padła Róża Luxemburg na Karolkowej, kiedyś padnie i huta. Miasto musi się rozwijać, a głód deweloperów za nowymi terenami będzie coraz bardziej dawał o sobie znać. Pewnie jeszcze nie za naszego żywota, chociaż, kto to może wiedzieć...

 

e.

 

PS. Podziękowania dla Marcina (Wczoraj i dziś) za zdjęcie



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,330767495,trackback

komentarze (3) | dodaj komentarz

In statu nascendi

niedziela, 11 grudnia 2011 21:22

Wydawać by się mogło, że już wszystko zostało odkryte i opisane, tymczasem życie lubi nas zaskakiwać wspaniałymi niespodziankami. Od czasu do czasu "przeczesuję" bowiem zasoby internetu w poszukiwaniu ciekawych informacjo dotyczących osiedla Wrzeciono. Zazwyczaj nic nowego się nie pojawia. A tu proszę, akurat 6 grudnia znajduję takie zdjęcia, o jakich niemal od zawsze marzyłem. Nasz osiedle w okresie budowy! Sami powiedzcie, jak tu nie wierzyć w świętego Mikołaja?! 


Zdjęcia są autorstwa Jarosława Tarania, którego już kiedyś tu "gościłem", zostały wykonane 16 sierpnia 1968 roku. Ale najciekawsze jest to, że pokazują północno-zachodni fragment osiedla, który do tej pory raczej rzadko gościł na moich łamach. Zdjęcia "cytuję" za pośrednictwem serwisu www.fotohistoria.pl, który niniejszym bardzo gorąco polecam i reklamuję! Tysiące ciekawych zdjęć to prawdziwa kopalnia wiedzy o czasach minionych. Oczywiście przy takich przedsięwzięciach nie dziwią drobne błędy i fakt, że osiedle Młociny zostało opisane jako Żoliborz. To po części efekt dawnego podziału administracyjnego Warszawy.

 


16.08.1968. Panorama osiedla z budynku przy skrzyżowaniu ulic Wrzeciono i Gajcego. Fot. J. Tarań.

 

 


16.08.1968. Zachodnie skrzyżowanie ulic Wrzeciono i Przy Agorze. Fot. J. Tarań. 

 

Zdjęcia są zaprawdę cudne, w każdym razie ja nie mogę się wprost napatrzeć. Rzucają też odrobinę światła na kwestię dotyczącą "oficjalnego" zakończenia prac budowlanych na Wrzecionie. W opracowaniach często spotyka się bowiem informację, że osiedle powstało do 1967 roku. Myślę, że najważniejsze prace zakończono gdzieś w roku 1969, co nie znaczy, że stały już wszystkie budynki.

 

Mam nadzieję, że to nie koniec niespodzianek, ba, jestem pewien, że jakieś ciekawe rzeczy niebawem ujrzą światło dzienne. Gdybym myślał inaczej, jaki sens miałoby zajmowanie się tym wszystkim?

 

e.



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,330658293,trackback

komentarze (3) | dodaj komentarz

A mogło być tak pięknie...

poniedziałek, 14 listopada 2011 22:51

Jak się okazuje co i rusz wyskakują "nowe", zdumiewające mapy osiedla Wrzeciono. Zdaje się, że zanim przystąpiono do budowy blokowiska istniało wiele ciekawych i zaskakujących niekiedy projektów, które wykorzystywano w różnych publikacjach do ilustrowania tezy o rozmachu budowlanym socjalistycznej Warszawy. Niestety z różnych względów niewiele z tego doczekało się realizacji. Rzućcie tylko okiem na poniższy plan pochodzący z książki Warszawa - o zniszczeniu i odbudowie miasta (Adolf Ciborowski, Wydawnictwo Polonia, Warszawa 1964, s. 318):

 

 

Ciężko dopatrzeć się tu obecnego układu zabudowy osiedla i to nie tylko dlatego, że mapka jest źle zorientowana względem północy. Mamy tu bowiem do czynienia z projektem trochę z pogranicza science-fiction. Nie dziwi nas zarys stadionu w miejscu, gdzie obecnie znajduje się kościół, ani nawet trójkątne budowle obok (znane z innych planów, porównaj tutaj). Zdumiewające jest tu praktycznie wszystko - jakiś amfiteatr w okolicach ul. Lindego, długaśnie budynki powtykane na c"chybił-trafił" w różnych częściach osiedla, a nawet "wiatraki" w okolicy zbiegu ulic Nocznickiego i Doryckiej. Nie wiem zresztą czy ulica Nocznickiego to jeszcze ulica - na planie to już niemal autostrada. To co zgadza się mniej więcej z dzisiejszym stanem to zabudowa w rejonie ul. Marymonckiej wraz z okrąglakiem, oraz parzysta strona ul. Przytyk. Reszta to po prostu czysta fantazja, spekulacja, marzenie. Kolejny raz mamy więc okazję do zadumy w stylu: "ciekawe, jakby to było, gdyby..."

 

e.

 

Ps. Specjalne podziękowania dla Marcina (Wczoraj i dziś) za podesłanie planu!



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,330581195,trackback

komentarze (1) | dodaj komentarz

5 lat na ulicy Przytyk

wtorek, 18 października 2011 11:14

Kolejna porcja wspomnień - tym razem sprzed 15 lat. Niby niedawno, niby wszyscy to pamiętamy, a jednak... Zapraszam do lektury.

 

e.

 

Na ulicę Przytyk trafiłem przypadkiem w roku 1995. Kumpel wynajmował tu mieszkanie (2 pokoje) i potrzebował współlokatora, żeby „obniżyć koszty” najmu. Moje pierwsze wrażenie nie było powalające – reklamowane przez kumpla „zielone Bielany” okazały się dość ponurym, szarym blokowiskiem. Mieszkanie miało dwa przechodnie pokoje i maluteńką kuchnię, w której dwie osoby mieściły się z trudem. Ale byłem świeżo po studiach, rozpoczynałem pierwszą pracę, więc nie bardzo narzekałem. Perspektywa dojazdów z Nowego Dworu Mazowieckiego, gdzie mieszkałem do tej pory, też nie bardzo mi się uśmiechała, więc zgodziłem się bez większego namysłu. W tamtych czasach o osiedlu krążyły niesamowite legendy. Znajomi ze studiów, kiedy opowiadałem im, że mieszkam pod Hutą kiwali głową i pytali, czy jest strasznie i czy wychodzę po zmroku na ulicę. Oczywiście początkowo nie zapuszczałem się w głąb osiedla. Do pracy jeździłem głównie autobusem 515 z przystanku Przytyk, zakupy robiłem w Hali Marymonckiej, czasem na bazarze wolumeńskim i w ten sposób minęło mi jakieś pół roku. Raczej nie miałem w tym czasie większej okazji na poznanie osiedla. Nazwa Wrzeciono wtedy też chyba jeszcze specjalnie nie funkcjonowała, przynajmniej w użyciu mieszkańców. O wiele częściej słyszałem wówczas nazwę Brzeziny. Sam mówiłem znajomym, że mieszkam na Bielanach, nieopodal Huty Warszawa. Rejony te w opinii większości warszawiaków miały charakter slumsów i blokerskiego getta, gdzie jest wyjątkowo niebezpiecznie.

 

16.08.2009. Ulica Przytyk przed modernizacją — widok od strony wylotu na ulicę Kasprowicza. Fot. enejeio


Tymczasem nastała wiosna i wokoło się zazieleniło. Z przyjemnością w wolnych chwilach wybierałem się ze znajomymi do pobliskiego Lasku Bielańskiego. W ciepłe dni siadaliśmy sobie na ławeczce i gawędziliśmy wesoło, popijając piwko. Wtedy jeszcze można było pić browar pod chmurką bez szczególnych konsekwencji. Ale wiosna ożywiła także inne czynniki. Z piwnicy sąsiada, którejś nocy skradziono rower. Złodzieje musieli mieć dobre rozpoznanie i chyba wiedzieli, gdzie i po co idą, bo tylko jedna piwnica w całym skrzydle została otwarta. Rower był chyba z tych droższych, ale specjalnie go nie zapamiętałem, ani nie widziałem sąsiada jak na nim jeździł. Pamiętam też którejś soboty pobudkę około 6 rano. Na parkingu pod blokiem słychać było trzask pękającej szyby a następnie włączył się autoalarm. Z balkonu widziałem 3 gówniarzy uciekających ze skradzionym radiem. Ale ogólnie było całkiem bezpiecznie i krążące legendy nie znajdywały potwierdzenia w rzeczywistości. Na ulicach spotykało się głównie staruszki i szkolną młodzież z podstawówki leżącej między ulicami Przytyk i Antyczną. Nawet kibice Legii wracający po meczach i śpiewający swe pieśni, stanowili raczej ciekawy element miejskiego folkloru, niż jakiekolwiek zagrożenie. Nikt nigdy mnie tu nie zaczepił na ulicy, a prośby o papierosa kierowali zazwyczaj biedni emeryci.


Któregoś razu dostałem do skrzynki awizo - wezwanie na pocztę po odbiór przesyłki poleconej. Był z tym pewien kłopot, ponieważ nie miałem w dowodzie wpisanego zameldowania. Poczta mieściła się na drugim krańcu osiedla w tzw. Okrąglaku. Tak daleko nigdy wcześniej się nie zapuszczałem, ale spacer wzdłuż ulicy Wrzeciono uświadomił mi, że wije się ona przez całe osiedle i ma dwa wyloty. Powoli oswajałem się z najbliższą okolicą i coraz częściej korzystałem z miejscowych sklepów. Oczywiście numer jeden to było targowisko na Wolumenie. W piątki odbywał się tu targ rolny a w niedziele, na giełdzie elektronicznej, można było kupić za „dychę” wszystkie najnowsze płyty czy programy komputerowe. Sam „Agora” raczej odpychał mnie swoją obskurnością i długimi kolejkami, zakupy robiłem tu tylko wtedy, gdy nie chciało mi się jechać np. do Leclerca na Wólczyńską. Wokół samu rozciągał się też mały bazarek i tu czasami zaglądałem, kiedy trzeba było kupić zieleninę, a na Wolumenie nie było akurat targu.

 
Na samej ulicy Przytyk – cichej, niepozornej i prawie zupełnie nieznanej większości warszawiaków, mieścił się wówczas sklep meblowy w małym budynku tuż przy wylocie ulicy. Obok parkingu nieopodal ulicy Kasprowicza znajdowała się także budka z pieczonymi kurczakami, co było bardzo wygodne w prowadzeniu naszej „kawalerskiej kuchni”. Co ciekawe były też dwa kioski ruchu, odległe od siebie o 50 metrów, z tym, że ten drugi znajdował się już po drugiej stronie ulicy Kasprowicza, czy na Wawrzyszewie. „Nasz” kiosk oblegali głównie taksówkarze, którzy tuż obok mieli swój postój.


Czas płynął szybko i ani się obejrzałem, jak minęło pięć lat mieszkania w bloku na ulicy Przytyk. Mimo pewnego zżycia się z Wrzecionem, osiedle w moim ówczesnym odczuciu zmieniało się na gorsze. Było zaniedbane, brudne i trochę pozostawione „na pastwę losu”. W 2000 roku właściciel mieszkania postanowił je sprzedać. Nie było rady, trzeba się było rozglądać za nowym lokum, ale  cała sytuacja pomogła przy okazji w podjęciu ważnych życiowych decyzji. Krótko przed końcem wakacji przeprowadziłem się wraz z moją dziewczyną do nowego mieszkania na Kabatach. Tam już doskonale funkcjonowało metro, podczas gdy na Bielanach była to wciąż jeszcze odległa wizja. A i standard życia był nieporównanie lepszy. 

 
Niedawno (wiosna 2011) trafiłem przypadkiem na bloga o Wrzecionie, którego przeczytałem z wielkim zainteresowaniem. Postanowiłem też coś od siebie napisać, ale wcześniej zawitałem na ulicy Przytyk ponownie. Nie mogłem się nadziwić zmianom, jakie tu zaszły. Choć opuszczałem Bielany bez specjalnego żalu, to jednak „zostawiłem” tu przecież kawałek swojego życia i wizyta na „starych śmieciach” miała charakter trochę sentymentalny. To jednak prawda, że metro zmienia całą okolicę nie do poznania. Mój blok odmalowany w pięknych pastelowych kolorach, nowa nawierzchnia ulicy, parkingi, uporządkowana zieleń. Trudno było uwierzyć, że to ta sama ulica, przy której spędziłem 5 lat swego życia! I chyba tylko bazar Wolumen wciąż wygląda tak samo „dziadowsko” jak kiedyś, choć zlikwidowano pod metro najbardziej odpychającą „część mięsną” bazaru po wschodniej stronie ulicy Kasprowicza.


Darek S. (nazwisko znane)



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,330481219,trackback

komentarze (1) | dodaj komentarz

Gawęda o Wrzecionie

wtorek, 06 września 2011 16:13

Jakiś czas temu opublikowałem listę książek i artykułów, w których pojawiają się "wrzeciońskie smaczki", a tu niedawno napisał do mnie maila w tej sprawie kolega Marcin z bloga Wczoraj i dziś (polecam!!!), a następnie podesłał kilka bardzo ciekawych, a mnie do tej pory zupełnie nieznanych rzeczy. Zaczynamy od książki Lecha Chmielewskiego wydanej w 1987 roku pt. Przewodnik warszawski. Gawęda o nowej Warszawie. Autor w barwnym stylu opisuje w książce wszystkie warszawskie powojenne osiedla i przybliża ich historię. Na stronach 125-126 znajduemy też opis osiedla Młociny, czyli obecnego Wrzeciona. Autor wyjaśnia we wstępie co to są Młociny właściwe, gdzie się znajdują i gdzie znajduje się omawiane osiedle. Dalej w kilku zdaniach opisuje wojenne dzieje lotniska bielańskiego. Następnie pisze o samym osiedlu:


[…] W latach sześćdziesiątych przystąpiono do budowy osiedla. Ta część Młocin, ich południowy kraniec, nosiła nazwę Brzeziny, co dowodzi, że był tu dawniej brzozowy lasek. […] Wybudowano wielkie osiedle dla około 40 tysięcy osób. Wznoszono je przez kilka lat, i to przełomowych dla budownictwa, a zwłaszcza dla stosowanych w nim metod pracy. Nic więc dziwnego, że pierwsze domy na Młocinach powstawały metodami tradycyjnymi, przy użyciu zwykłych cegieł. Później wyparły je większe cegły żerańskie, jeszcze później elementy wielkopłytowe. Były to czasy poszukiwania nie tylko nowych rozwiązań technologicznych, ale także czasy oszczędności, których skutki mieli ponosić: przyszli mieszkańcy osiedli. I nie chodzi tylko o same mieszkania, w dużym procencie z ciemnymi kuchniami: źle rozwiązanymi wnętrzami, niedostatecznie przewietrzane. Sprawą równie istotną jest nadmierne zagęszczenie budynków w osiedlu, co ujemnie wpływa na projektowanie terenów wypoczynkowych i obiektów usługowych. Po prostu nie ma na to wszystko miejsca. Poza tym monotonność zabudowy, powtarzanie ciągle tych samych domów wpływa na człowieka przygnębiająco. Uwagi powyższe odnoszą się nie tylko do Młocin, ale do wielu budowanych w tych latach osiedli. Główną ulicą osiedla, przecinającą je w poprzek, jest trakt nazwany Przy Agorze. Agora to forum, rynek w miastach starożytnej Grecji. Nic takieqo na Młocinach nie powstało, ale przy tej ulicy skupiono większość osiedlowych placówek usługowych. Wrzeciono - to następna dziwna nazwa, tym razem jednak w pełni usprawiedliwiona. Ulica ta kręci się wokół osiedla jak wrzeciono w piosence o prząśniczkach. Ulicą chyba najbardziej uczęszczaną jest ulica Kasprowicza, prowadząca w kierunku huty. Huta bowiem zatrudnia znaczną część mieszkańców tego osiedla. To dobrze. Mają ludzie blisko do pracy. Źle, że hutnicze kominy zatruwają atmosferę wyziewami i że na to niewiele można poradzić. 

 


Ilustracja ze strony 125 przedstawia północno-wschodnią zabudowę osiedla. Zdjęcie wykonano najprawdopodobniej z górnych pięter budynku Przy Agorze 7. Fot. Kazimierz Chwiejczak


Chmielewski Lech, Przewodnik warszawski. Gawęda o nowej Warszawie, Omnipress, Warszawa 1987, s. 125-126.  

 

e.

 

PS. Dzięki Marcin ;)



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,330317126,trackback

komentarze (1) | dodaj komentarz

sobota, 28 stycznia 2012

Licznik odwiedzin:  18 258

O moim bloogu

Jest wiele osiedli w Warszawie, Wrzeciono jest tylko jedno.

O mnie

enejeio

Dotknięcie przestrzeni, w której żyjemy, poznanie materii, która nas otacza, spotkanie innych ludzi na swojej drodze, to najlepszy sposób na poznanie samego siebie.

enejeio@wp.pl

Wymiana

Masz jakieś materiały, stare dokumenty, fotografie, świadectwa, wspomnienia dotyczące osiedla Wrzeciono? Podziel się z innymi! Warunki udostępnienia lub wymiany do uzgodnienia.

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Ulice














Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Księga Gości

Ostatni wpis w księdze:

  • data: 15.10.2011 23:55:53
  • autor: gruby
  • treść: Witam!
    Super ...

Statystyki

Odwiedziny: 18258

Lubię to