Bloog Wirtualna Polska
Jest 937 745 bloogów | losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zaginione jezioro

wtorek, 15 maja 2012 22:10

Badając onegdaj stare mapy Wrzeciona zastanawiałem się nad jeziorkiem, zaznaczonym na planie Warszawy z roku 1936 na przedłużeniu ul. Kasprowicza. Prawdopodobnie była to glinianka, czyli zalane wodą wyrobisko po dawnej cegielni na Wawrzyszewie.

 

 

Jeziorko nie było na tyle duże, aby przeszkadzało w funkcjonowaniu bielańskiego lotniska, które jako obiekt polowy, nie miało na stałe wytyczonego pasa startowego. Jego budowę rozpoczęli w czasie wojny Niemcy, ale po zmianie sytuacji na frontach, wstrzymali prace i ostatecznie zniszczyli wszystko pod koniec 1944 roku. Na zdjęciu lotniczym z okresu Powstania Warszawskigo - widać wyraźnie nasze jeziorko i fragemnt pasa startowego.

 

 

Dalsze losy wrzeciońskiej glinianki owiane były mgłą tajemnicy. Jej zagładę wiązałem z budową osiedla - prawdopodobnie została osuszona lub zasypana podczas wznoszenia bloków rejonie skrzyżowania ulicy Nocznickiego i Kasprowicza. Aż do dziś nie natrafiłem na żaden istotny szczegół dotyczący zaginionego jeziora. I oto, dostaję maila od kolegi Marcina, który od pewnego czasu podsyła mi co chwila bardzo ciekawe materiały. Jakby kto pytał, to Marcin prowadzi kapitalnego bloga o Warszawie pt. Wczoraj i dziś. Z przyjemnością na niego zaglądam od czasu do czasu. Ale wróćmy do tematu, w tym mailu Marcin podesłał zdjęcie z 1967 roku z wrzeciońskim jeziorem na pierwszym planie. Ba, to nie jeziorko, a prawdziwe morze! Sami zobaczcie:

 

 Fot. Zbyszko Siemaszko, "Stolica" nr 19/1967, s. 8-9

 

Na zdjęciu widzimy na wprost blok Gajcego 7, za nim Wrzeciono 17, a za nim Wrzeciono 12. Trzy bloki po prawej to Przy Agorze 21, 23 i 25. Daleko w tle po lewej budynki przy ulicy Marymonckiej. Przyznam jednak szczerze, że rozmiar glinianki nieco mnie zaskoczył. Na planie i na zdjęciu lotniczym to raczej nieduży zbiornik wodny. Na zdjęciu ze "Stolicy" akwen wygląda jakby zajmował co najmniej trzy razy większą powierzchnię. Może to efekt wiosennych podtopień? Może ma to związek z wykopem fundamentów pod budowę bloku Kasprowicza 88 albo 90? Ale czy to normalne, aby budować bloki mieszkalne w takim terenie? Jak się osusza takie wykopy - nie mam pojęcia. Na pierwszym planie widzimy kupki piachu - czyżby przystąpiono już do zasypywania glinianki? Na to wygląda. Mam nadzieję, że tajemnica zaginionego jeziora wyjaśni się pewnego dnia do końca.

 

e.



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,331094202,trackback

komentarze (1) | dodaj komentarz

Ławczki

piątek, 27 kwietnia 2012 21:26

Czym jest osiedlowa ławka pisać wiele nie trzeba - wybawienie zmęczonych, pocieszenie spragnionych, źródło najświeższych informacji z bloku i okolicy, miejsce zabawy, rozrywki, miłości i kto wie, czego jeszcze... Ale jako "anachroniczny" osiedlowy mebel ławka coraz skuteczniej usuwana jest z przestrzeni publicznej. Nikt sobie nie życzy, aby do późna w nocy wysłuchiwać wrzasków, pisków i rechotów niemającej się gdzie podziać młodzieży. Albo takich, nie daj Boże, pijaków, co tłuką butelki i sikają potem pod drzewem. Ten lęk to pochodna psychozy "zamknięcia", która opanowała jakiś czas temu nasze społeczeństwo, boimy się wszystkiego i wszystkich, nasz punkt widzenia sprowadza się do zasady "ja jestem OK, a tamci to patologia, to dzicz i bandytyzm". Dlatego najlepiej odgrodzić się od wszystkiego, otoczyć wysokim płotem, postawić ochroniarzy i zamknąć się w mieszkaniu na 10 zamków. Sąsiad z bloku? A co mnie to obchodzi? Na pewno czycha tylko na sposobność by mi wyrządzić jakąś krzywdę... Boimy się ludzi wokół nas, zamiast ich poznać, zrozumieć, ba, zwyczajnie z nimi porozmawiać.

 

A z moich obserwacji wynika jednoznacznie, że wrzeciońskie ławki służą najczęściej po prostu zwykłym emerytom, matkom z dziećmi i w ogóle dzieciarni wszelakiej. Wystarczy tylko przysiąść i już toczy się rozmowa, o pogodzie, o tym, o tamtym. Zwykła pogawędka dla zabicia czasu. Szczerze mówiąc daleko bardziej podobają mi się podwórka z ławkami tętniącymi gwarem sąsiedzkich rozmów i dziecięcej zabawy, niż zastawione po brzegi samochodami, jak to ma np. miejsce na tyłach bloku Wrzeciono 8.


Obserwując postępującą degradację instytucji "ławeczki" jesienią 2009 roku wykonałem serię zdjęć dokumentujących najpiękniejsze ławki z Wrzeciona. Choć minęło niespełna 3 lata, część ławek zniknęła bezpowrotnie z krajobrazu naszego osiedla. Inne na szczęście trwają w najlepsze. Zapraszam do obejrzenia ławkowej galerii:

 

Wrzeciońskie ławeczki

 


e.



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,331051369,trackback

komentarze (6) | dodaj komentarz

Z rodzinnego albumu

środa, 14 marca 2012 21:27

Z wielką przyjemnością odbieram maile od Czytelników mojego bloga. Muszę przyznać, że wszystkie są niezwykle miłe i serdeczne. Nie robię strony tylko dla siebie, bo inaczej nie publikowałbym tych wszystkich "wypocin" w Internecie. Tym bardziej cieszy odzew i życzliwość napływająca pocztą elektroniczną ze wszystkich stron. Niektóre maile są szczególnie zaskakujące, cenne i... wzruszające. 

 

Pan Dariusz podesłal mi ostatnio niezwykłe zdjęcie z rodzinnego albumu babci przedstawiające fragment osiedla Wrzeciono podczas budowy.

 


 

W mailu pan Dariusz napisał:

Przeglądając ostatnio zbiór fotografii mojej babci, natrafiłem na to zdjęcie. To skromne znalezisko przedstawia budowę bloków przy ulicy Wrzeciono 51 oraz 51a, w tle blok przy Marymonckiej 143. Zdjęcie jest prawdopodobnie z wiosny 1963. Blok 51a był ukończony pierwszy. Babcia zawsze powtarza, że to pierwsze bloki w okolicy a przed oknem "pasły się krowy". W sąsiedztwie była tylko jednostka wojskowa na Wrzecionie i chyba nieczynne już wtedy lotnisko wojskowe. Jedyny sklep był w pawilonie na wylocie ulicy Przy Agorze, za tymi blokami, tam gdzie teraz jest m.in weterynarz. Przez długi okres niewiele można było tam kupić ponieważ dla mieszkańców 2 bloków nie opłacało się trzymać towaru. Po większe zakupy trzeba było wybrać się na Stare Bielany w okolice Kasprowicza lub AWF. Łączność ze światem zapewniał tylko jeden tramwaj linii 15 w późniejszym czasie dodano drugą linię. Jeśli zdjęcie się przyda na blogu to proszę je wykorzystać. .

 

Serdecznie dziękuję za to zdjęcie i doceniam gest podzielenia się z nami wszystkimi (ze mną i z Czytelnikami tego bloga) rodzinną pamiątką. Właśnie dla takich chwil warto zadać sobie trud badania i zgłębiania lokalnej historii. Jeszcze raz dziękuję i grąco Pana pozdrawiam, Panie Dariuszu!!!

 

e.



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,330929945,trackback

komentarze (2) | dodaj komentarz

Refleksje przybysza

czwartek, 09 lutego 2012 22:54

Dziś obszerny fragment refleksji z roku 1967 zaczerpnięty z tygodnika "Stolica"

 

Mieszkam na osiedlu Młociny. Jest tu ładnie, przyjemnie. Blisko park, las, Wisła. Dojazd do śródmieścia i innych dzielnic choć nie idealny, ale jest. Powietrze zdrowe, nie zadymione, nie zapylone jak w śródmieściu. Nie brak zresztą i mankamentów, które z czasem coraz bardziej dawały się zauważać. Bloków mieszkalnych przybywa bez przerwy dużo, ludzi przybywa. A sklepik do niedawna był tylko jeden.

 

Po latach, gdy już i budowlanym sprzykrzyło się ciągle przesuwać terminy, oddano wreszcie latem zeszłego roku pawilon — rotundę. Mieszczą się tu co ważniejsze sklepy. cóż, kiedy w międzyczasie osiedle już zrobiło się duże, chyba około 18 tysięcy mieszkańców. Kolejki i tłok w sklepach pozostały.

 


Okrąglak i perspektywa ulicy Wrzeciono w stronę Przy Agorze. Fot. J. Smogorzewski

 

Mieszkając w takim budującym się ciągle osiedlu można wiele zobaczyć. Aż serce boli na marnotrawstwo, na brak gospodarności, często w ogóle na brak logiki i zdrowego rozsądku. Buduje się na przykład dom, oddaje się go lokatorom bez elewacji. Wywozi się w międzyczasie gruz, układa chodniki, wyrównuje się teren, sieje trawę, sadzi krzewy i drzewka. Wszystko ładnie wygląda, tylko ten dom straszy brzydotą. Kiedy przychodzi czas na elewację, przedsiębiorstwo elewacyjne zwozi swoje urządzenia, sprzęt, materiały itd. lokując wszystko na pięknych trawnikach (no bo gdzie?). Po tej operacji blok jest piękny, ale tu, gdzie była trawa i krzewy, czernieje goła ziemia. Jeśli jeden blok stoi w odległości kilku metrów od drugiego, to według zdrowego rozsądku elewację powinny otrzymać jednocześnie. Ale tak nie jest, bo ten był w planie, a drugi, o krok od niego nie... Albo ulica Wrzeciono: tu gdzie jest osiedle, podobna jest do polnej drogi, a gdzie wybiega poza osiedle, gdzie będzie się budować w przyszłości, to położono już asfalt... Dziwna jest też komunikacja. Bo jak wytłumaczyć fakt zgromadzenia 6-12 tramwajów na końcowym przystanku przy hucie "Warszawa", jeśli do huty prowadzą tylko dwie linie? Czasem jedzie kilkanaście wozów jeden za drugim, a potem przerwa.

 

Na temat tych różnych denerwujących spraw można by narzekać długo; nie o to jednak chodzi. Władze stolicy robią co mogą i na pewno następuje systematyczna  poprawa we wszystkich dziedzinach życia.

 

Mam nadzieję, że będzie coraz lepiej. Teraz, gdy mieszkam w Warszawie z górą trzy lata przyzwyczaiłem się do obecnego życia. Nie chciałbym zmienić miejsca zamieszkania. Tym bardziej, że lubię patrzeć jak rośnie Warszawa, jak pięknieje. [...]

 

A. M.

 

Źródło: "Stolica" nr 30 (1040), 23 lipca 1967, s. 7.

 

Artykuł był dwukrotnie dłuższy, ale pominąłem przydługie fragmenty życiorysu, opisy szoku cywilizacyjnego po przybyciu do stolicy, relacji koleżeńskich w Hucie "Warszawa" i wszystkie refleksje na temat poczucia "awansu na warszawiaka". Wszystkich zainteresowanych pełnym tekstem odsyłam do cyfrowej wersji "Stolicy", dostępnej na stronach Biblioteki Publicznej m. st. Warszawy >>

 

e.

 

PS. Serdeczne podziękowania dla Marcina (Wczoraj i dziśza podesłanie artykułu.

 



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,330830291,trackback

komentarze (2) | dodaj komentarz

Pokój z widokiem na hutę

środa, 18 stycznia 2012 22:47

Józef Sigalin, architekt i urbanista, szef Biura Odbudowy Stolicy, już od fazy projektowania otwarcie sprzeciwiał się idei zbudowania huty na młocińskich gruntach. Jego zdaniem taka lokalizacja miałaby na wiele lat zahamować rozwój Warszawy w kierunku północnym. Patrząc na rozwój Białołęki leżącej po drugiej stronie Wisły, zarzut ten wydaje się w pełni uzasadniony. Ten potężny zakład pracy, choć obudowywany ostatnio nowymi osiedlami ze wszystkich stron, mimo wielu zmian i przeobrażeń, nadal w dużym stopniu hamuje rozwój miasta. Od czasu do czasu pojawiają się w mediach różne rewelacyjne artykuły o całkowitej lub częściowej likwidacji huty i zagospodarowaniu jej terenu, ale są to raczej teksty mające za zadanie wysądować tzw. "opinię publiczną". Huta ma się dobrze, a nowo poczynione inwestycje nie zapowiadają rychłego jej upadku.

 


Widok z bloku Gajcego 7 w stronę huty. Fot. Warszawa stolica Polski, (praca zbiorowa), Warszawa, PWN 1980, s. 385

 

Ale czy przeciętnemu mieszkańcowi, nie tylko Wrzeciona, ale i całej Warszawy, huta jest do czegokolwiek potrzebna? Raczej nie. Dawno już minęł czasy, gdy był to największy zakład pracy na terenie stolicy. W hucie pracuje obecnie zaledwie garstka ludzi, znacznaczęść terenów huty jest niewykorzystywana a chwilowy wzrost popytu na stal szlachetną przynosi zysk głównie zagranicznej spółce. A warszawiakom marzą się tereny sportowo-rekreacyjne, aquapark, wypożyczalnie rowerów i nart biegowych (do Kampinoskiego Parku Narodowego dwa kroki), ład przestrzenny, zielone osiedla i miasto przyjazne dla wszystkich.

 

Już w roku 1991 mieszkańcy północnej Warszawy wystosowali protest, opublikowany m. in. na łamach "Gazety Żoliborskiej" (nr 13/1991), domagając się natychmiastowej likwidacji huty. W uzasadnieniu powołano się na masową umieralność mieszkańców na raka, choroby dróg oddechowych, schorzenia dermatologiczne, podwyższoną liczbę zgonów na zawał serca, słabszy stan zdrowia noworodków, wymieranie psów, kotów i śmierć Lasku Bielańskiego, korozję architektury na skutek emisji siarki. Protestujący mieszkańcy proponowali wówczas wybudownie na terenach pohutniczych Centrum Targów Zagranicznych (czyli chyba coś na kształt Jarmarku Europa?) Mimo gróźb wniesienia sprawy do Sądu Najwyższego huta nie przestała działać ani w roku 1991, ani w latach kolejnych.

 

Zakład przeszedł niezbędną modernizację, pozamykano nierentowne działy i zniwelowano do minimum jego negatywny wpływ na środowisko. Co więcej, obecne kierownictwo zakładu dba również o tzw. PR - wspomaga finansowo różne inwestycje na terenie Bielan. Współfinansowało powstanie m. in. Mediateki na Szegedyńskiej 13A. Ale patrząc na historię innych warszawskich zakładów przemysłowych jej dni są policzone. Upadł browar na Grzybowskiej, padła Róża Luxemburg na Karolkowej, kiedyś padnie i huta. Miasto musi się rozwijać, a głód deweloperów za nowymi terenami będzie coraz bardziej dawał o sobie znać. Pewnie jeszcze nie za naszego żywota, chociaż, kto to może wiedzieć...

 

e.

 

PS. Podziękowania dla Marcina (Wczoraj i dziś) za zdjęcie



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,330767495,trackback

komentarze (5) | dodaj komentarz

piątek, 18 maja 2012

Licznik odwiedzin:  22 802 (wersja testowa)

O moim bloogu

Jest wiele osiedli w Warszawie, Wrzeciono jest tylko jedno.

O mnie

enejeio

Dotknięcie przestrzeni, w której żyjemy, poznanie materii, która nas otacza, spotkanie innych ludzi na swojej drodze, to najlepszy sposób na poznanie samego siebie.

enejeio@wp.pl

Wymiana

Masz jakieś materiały, stare dokumenty, fotografie, świadectwa, wspomnienia dotyczące osiedla Wrzeciono? Podziel się z innymi! Warunki udostępnienia lub wymiany do uzgodnienia.

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Ulice














Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Księga Gości

Ostatni wpis w księdze:

  • data: 15.10.2011 23:55:53
  • autor: gruby
  • treść: Witam! Super blog! ...

Statystyki

Odwiedziny: 22802
(wersja testowa)

Lubię to